Pierwszy gol
Wywiady
„Grałem w tym meczu z Rosjanami, wygraliśmy 6:1”
Rozmowa ze
Zbigniewem Miarczyńskim,
byłym piłkarzem Startu Krasnystaw,założycielem klubu, zastępcą burmistrza miasta.

= Był pan uczestnikiem pierwszego meczu w powojennej Polsce?
= Tak. Urodziłem się w 1923 roku w Krakowie. Liceum w Krasnymstawie ukończyłem w 1933 roku. W 1939 Niemcy po wkroczeniu do miasta zabrali mnie jako zakładnika i trafiłem do obozu pracy „Baudiensttelle 410 in Chodel”.
…wojna…
=…w 1944 roku na Krasnystaw spadły bomby. W wyniku wybuchów zginęła moja rodzina. Zniszczony został dom i pozostałe mienie przy ulicy Sikorskiego.
= Czyli o nauce nie było mowy?
= Ukończyłem szkołę podchorążych Armii Krajowej w Namulu i brałem udział w walkach partyzanckich. Później się ujawniłem i byłem robotnikiem fizycznym w Fermentowni. Pracowałem w banku rolnym, ukończyłem studia prawnicze na UMCS, a późnie emerytura i poprzez pewien czas byłem burmistrzem. Zastępcą burmistrza z ramienia Komitetu Obywatelskiego Solidarność.
= Jak pan zapamiętał tamten mecz, pierwszy po wojnie z Rosjanami?
= Lubię sport. Grałem w tym meczu na pozycji obrońcy. Na pewno był dla mieszkańców wielkim świętem, dla nas „świętem zakończenia wojny”. Tym radośniejszy, ze wygraliśmy, a po meczu założyliśmy klub Start…
Rozmowa przeprowadzona w 1990 roku (dla Gazety Krasnostawskiej)
Pierwszy gol
Wywiady
„Mieszkanie za dwa gole.”
w czasie kariery i po zakończeniu kariery - rozmowa z Tadeuszem Zieleńczukiem

* Kiedy pan rozpoczął karierę sportową?
* W 1945 roku. Mogłem podpatrywać najlepszych piłkarzy Krasnegostawu z Zadrągiem, Wrzeszczem i Basińskimi na czele. Już na początku lat 50 – tych dostałem się do seniorów. Wkrótce zaczęły się o mnie starać czołowe klubu województwa. Jednak w Krasnymstawie nikt nie chciał słyszeć o oddaniu, sprzedaniu, czy pożyczeniu mnie.
* Nie było telewizji, toteż gwiazdy kreował prasa i ...poczta pantoflowa. Opowieści o utalentowanych graczach krążyły z ust do ust. Potwierdzenie krążących historii o wyczynach niektórych piłkarzy , oznaczało rychły transfer, albo w określonych okolicznościach marsz do wojska. Gdy i takie zabiegi nie przynosiły skutku pozostawały intrygi. Zgadza się?
* Wiem o czym pan myśli. Otóż mecz z Kolejarzem Lublin w 1954 roku rzeczywiście przeszedł do historii ze względu ma bezmiar emocji jakie mu towarzyszyły. Sędzia Wilgusiaka na pewno prowokował, a nam się głowy rozgrzały. Kiedy nie uznał nam gola, a po chwili działacza z dzieckiem wyzywał od chuliganów, kibice nie wytrzymali. Wtargnęli na boisko, były ciosy, tumult, wyzwiska, tarmoszenie się. Nie wiadomo już nawet kto z kim się bił. Wściekłość kibiców trudno było opanować, cud, że sędziego nie znaleziono w odjeżdżającym pociągu, gdzie go poszukiwano aby dokończyć zemsty. Kary były niewspółmierne do skali przewinienia. Podobne rzeczy działy się wszędzie, ale nas tylko ukarano bezwzględnymi dyskwalifikacjami dla działaczy i piłkarzy. Wydaje mi się, że poszukiwano sposobu na piłkarskie rozboje w województwie, kogoś kogo można było przykładnie ukarać aby innych przestraszyć. Prasowe opisy zdarzeń, śledztwo i pozostała otoczka mijały się z prawdą. Jest jedna i znają ją uczestnicy zajść.
* Ukarano zespół Startu, ale wkrótce najlepsi napastnicy, ci o których biły się najlepsze kluby Lubelszczyzny Witold Kulawiak i Tadeusz Zieleńczuk, znaleźli się w Lubliniance/Ogniwie Lublin. Co najmniej podejrzane...
* Więcej, już po kilku meczach, kiedy pokonaliśmy Stal Mielec, w prasie pojawił się tytuł: „Dorobione skrzydła Lublinianki pokonały Stal”. Wygraliśmy ze Stalą 2:0, a Kulawiak strzelił ważnego gola, ja podawałem. Wtedy Krasnystaw rządził w Lublinie. Kulawiak na lewym skrzydle ja na prawym.
* Ale nie był to chyba najlepszy mecz w karierze Tadeusza Zieleńczuka?
* Przed spotkaniem z Gwardią Chełm pojechałem służbowo do Szczecina. Wyliczono mi precyzyjnie, że wrócę na rozpoczęcie gry, ale nikt nie przewidział, że pociąg się spóźni. Trener Lublinianki Drozakiewicz wpisał mnie jednak na rezerwowego. Dotarłem na stadion w przerwie. Na tablicy było 0:1. Kilkanaście tysięcy kibiców gorąco dyskutowało nad przebiegiem gry. Nawet nie zamierzałem iść do szatni, zmęczony podróżą, chciałem w spokoju obejrzeć walkę. I wtedy wypatrzył mnie na trybunie jakiś kibice i w te pędy do szatki, że Zieleńczuk jest na trybunie. Trener kazał się przebrać i wychodzić na murawę. Ale co, zaraz po gwizdku strzelili nam gola i było 0:2. Tak trwało to kilku minut przed końcem. Ale kiedy wszyscy już pogodzili się z prestiżową porażką, stało się coś dziwnego, w trzy minuty strzeliłem trzy gole, w 87, 88 i 89 minucie. Stadion oszalał!
* Niemniej w pewnym momencie drogi duetu z Krasnegostawu rozeszły się. Kolega trafił do Hetmana Zamość, pan pozostał w Lubliniance... Jak do tego doszło?
* Przyczyną wszystkiego był ten trzeci, też ambitny klub – Avia Świdnik. Kusili nas od kilku miesięcy a do rozmów ostatecznych miało dojść w pewnym hotelu w Świdniku. Zarezerwowano go na całą noc, wiadomo rozmowy trzeba było zakończyć i „zatwierdzić”. Ale działaczy ze Świdnika, chyba ktoś zdradził, bo szybciej pojawili się emisariusze z Zamościa i Lublina. Takim sposobem, nie bez korzyści finansowych, Witek Kulawiak trafił do Hetmana, a ja pozostałem w Lubliniance.
* Bramki dla Lublinianki to niewielka seria w pańskiej piłkarskiej biografii. Dla Startu Krasnystaw, tylko w oficjalnych meczach naliczono panu 147 goli. A były przecież mecze towarzyskie, sparingowe, pucharowe. Był tytuł króla strzelców ligi z 26 golami w 1963 roku. Które z nich ceni pan najbardziej?
* Dobre pytanie. Byłem niezły technicznie, sam trenowałem strzelanie do bramki z wolnych i rogów. Kręcone uderzenia były moim znakiem firmowym. Wiele goli wbiłem niewinnymi strzałami z kornerów. Natomiast wolne wykonywaliśmy sposobem. Marian Szewczak stawał w murze, a ja celowałem w niego. Uchylał głowę i piłka wpadała w dziurę i bramkę. Pamiętam mecz ze Szczebrzeszynem, który wygraliśmy 13:1. Umówiliśmy się ze szwagrem Jankiem Kowalczykiem, który grał na obronie, że tym razem on będzie strzelał z moich podań. Zaliczył 6 goli i jest to chyba rekord w historii klubu.
* To zdarzenia i gole raczej niecodzienne, a ja pytałem o najcenniejsze?
* Wygraliśmy z Avią Świdnik 2:0, a ja strzeliłem obie bramki. Otrzymałem za to mieszkanie. To był praktycznie zakład – strzelisz dwie bramki, dostaniesz mieszkanie. Co ciekawe założyłem się z ...kobietą. Otóż naszym najwierniejszym kibicem była pani Czesława Mazur, szefowa Powiatowej Rady Narodowej. Wywiązała się z obietnicy, choć tak naprawdę to zapewne już wcześniej o tym pomyślała. Ot, przy okazji był znakomity mecz z Avią.
* Których trenerów wspomina pan szczególnie?
* Wszystkich: Mieczysława Kacprzaka, Leszka Steinmetza, Henryka Kończaka, Ryszarda Drozakiewicza, Janusza Hernika. Osobny rozdział to Czesio Żurawski. Przyszedł do nas ze sztabem świetnych graczy z Lublina i miał pomóc obronić III ligę po awansie w 1963 roku. Do ostatniej chwili byliśmy pewni bytu, ale przeliczyliśmy się. Tajemnice związane z meczami pomiędzy Stalą Kraśnik a Startem i Ruchem Izbica i Stalą, pozostaną tajemnicą kilku ludzi. Grunt, że w pięciu meczach nie zdobyliśmy punktu, choć wystarczył nam tylko 1 (słownie jeden) punkt. Nie wiem, czy trener był pewien, że poradzimy sobie na luzie i kasę przeznaczoną dla rywala sam zgarnął, czy zadziałała inna intryga. Grunt, że mając pewny grunt pod nogami, spadliśmy.
* Sam pan też był trenerem. Kiedy?
* W połowie lat 60-tych, kiedy to trzeba było po raz kolejny zaczynać od nowa. Pracowałem krótko, a ster po mnie przejął Józio Orkiszewski.
* Tadeusz Zieleńczuk to nie tylko futbol. Wzorem kilku innych piłkarzy znakomicie radził pan sobie w innych dyscyplinach. Jak można było wszystko pogodzić?
* Takie były czasy. Niektórzy piłkarze zdobywali medale w innych dyscyplinach, najczęściej w hokeju. W Krasnymstawie, najsłynniejszy był Bogdan Tomaś, król zielonej murawy i zapaśniczej maty. Ja uprawiałem lekkoatletykę, tenis stołowy i siatkówkę. Na mistrzostwach Polski związkowców zrzeszenia Ogniwo zdobyłem w trójboju (bieg na 100 metrów, skok w dal, kula), złoty medal. Pomogłem też swoim w siatkówce i zajęliśmy drugie miejsce. Byliśmy wszechstronni.
Rozmowa przeprowadzona dla Gazety Krasnostawskiej
Pierwszy gol
Wywiady
"Decydująca była zielona karta"
Z Piotrem Gołąbkiem, trenerem znanej polonijnej drużyny Wisła Garfield, byłym piłkarzem i trenerem Startu Krasnystaw, od 12 lat mieszkającym w USA, rozmawia Henryk Sieńko
***
= W 1995 roku Start, którego byłeś trenerem i zawodnikiem, był o krok od wywalczenia awansu do III ligi. Stworzyłeś jedną z najlepszych drużyn w historii klubu. Niestety – życie już takie jest, że zmienia niespodziewanie koleje losu. Zamiast Startu w III lidze przez wiele lat grała Łada Biłgoraj.
= Nie miałem wyboru. Wylosowaliśmy z żoną „zieloną kartę”, co stworzyło nam szansę wyjazdu na stałe do USA. To było wielkie wyzwanie, nie wiem czy jest w Polsce człowiek, który nie skorzystałby z takiej szansy. Żal było opuszczać kolegów, bo gdybyśmy nawet w 1995 roku nie awansowali do III ligi, to z pewnością stałoby się to rok lub dwa później.
= Pierwszy klub na obczyźnie to Falcons (Sokół) Sommerville. Trudno się było zaaklimatyzować?
= To zespół polonijny, gra w lidze amatorskiej w stanie New Jersey. Tamtejsza struktura rozgrywek piłkarskich jest podobna do naszej. Występowaliśmy w 12 zespołowej lidze w której grały drużyny 3 stanów: New Jersey. Nowy Jork i Cunnecticat. Trzy drużyny reprezentowały drużyny polonijne.
= Drugi amerykański klub to słynna Wisła Garfield.
= Pracuje w nim od 11 lat. W tym czasie wygraliśmy trzykrotnie rozgrywki ligowe: w 2001, 2002 i 2003 roku. W naszym zespole grają lub grali znani ligowcy; był Darek Sajdak (Stal Stalowa Wola, Hetman, Łada), Janusz Świerad (Wisła Kraków), Mariusz Prokop (Avia, Motor, Hetman, ŁKS Łódź). Występujemy w lidze Champion New Jersej. To rozgrywki lokalne, ale zawsze kończy je faza Play-Off. Ostatni finał odbył się na słynnym stadionie East Rutheford, gdzie rozgrywane były mistrzostwa świata w 1994 roku. Wygraliśmy z White Eagles 4:1. Mogę dodać, że na tym stadionie mecze rozgrywa „Metro Stars”, czołowy klub ligi zawodowej.
= Jak kluby małomiasteczkowe radzą sobie w amerykańskiej rzeczywistości sportowej?
= Nie lepiej niż w Polsce. W Polsce samorządy pomagają w rozwoju kultury fizycznej, działają kluby, stowarzyszenia, fundacje. W stanach młody człowiek swoje sportowe pasje może realizować w szkole, gdzie system szkolenia sportowego jest optymalnie nastawiony na wyławianie i inwestowanie w talenty sportowe. Szkoły doskonale promują się poprzez sukcesy sportowe, emocje walk uczniów to jeden z ważniejszych elementów wychowania dziecka. Bo przecież rywalizacja uczy nie tylko wygrywania i przegrywania na arenie sportowej, ale także w życiu. I choć wychowania fizycznego w szkołach jest mniej niż u nas, to „obróbka” sportowych talentów jest perfekcyjna. Zresztą młody człowiek mniej uzdolniony w przedmiotach ścisłych czy innych, może swoje życie związać ze sportem, najpierw jako zawodowiec, a później jako trener, czy nauczyciel. Mogę się pochwalić tym, że jeden z moich uczniów został mistrzem USA studentów w piłce nożnej (uczelnia Saint York University z Nowego Jorku).
= Trzy lata temu z okazji 60-lecia Startu Krasnystaw pomogłeś działaczom klubu w zorganizowaniu meczu z pierwszoligowym Górnikiem Łęczna. W jaki sposób trener pracujący w USA skontaktował kluby działające obok siebie i rozdzielone jedynie sąsiedzką miedzą?
= Przypadkowo. Uczestniczyłem w zjeździe absolwentów AWF Warszawa, który odbywał się w Sosnowicy w powiecie łęczyńskim. Przebywali tam na odpoczynku piłkarze i działacze Górnika. No i wiadomo, sportowcy lgną do siebie bo zawsze jest o czym pogadać. Okazało się, że ówczesny prezes Zbigniew Krasowski jest absolwentem tego samego LO w Krasnymstawie, do którego uczęszczałem i ja. A jak się spotka dwóch krajan, choćby i Polski powiatowej, to szybko się dogadują. Zaprosiliśmy Górnika do USA, a tam omówiliśmy szczegóły meczu towarzyskiego ze Startem Krasnystaw.
= Roman Gołąbek (zmarł w wieku 66 lat w 2005 r.) był jednym z najlepszych piłkarzy Startu w historii. Jaki wpływ na twoje życie miał fakt, że ojciec był świetnym piłkarzem?
= Zasadniczy. Ojciec grał w piłkę, ja ze sportem związałem swoje życie zawodowe, a kto wie, czy poprzez moje życie zawodowe, tą samą drogą nie pójdą moi synowie. Daniel jest miłośnikiem bejsbolu , natomiast dla Kuba liczy się tylko soccer, czyli piłka nożna. Jednak nie zamierzam im niczego narzucać.
= Z synami Gołąbków wiążą pewne anegdoty… Opowiadał mi Roman Gołąbek… Tuż przed śmiercią po powrocie od ciebie z USA, dał mi pewien wycinek z gazety polonijnej… Mam go do dzisiaj…
= Domyślam się o co chodzi. Kiedy ja się urodziłem, ojciec akurat rozgrywał mecz Startu. Grał na obronie, czy w pomocy a strzelił 3 gole. Szpital jest 30 metrów od stadionu… Po meczu mu powiedzieli, że ma syna. Po moim wyjeździe to USA, kiedy moja żona rodziła dziecko, ja musiałem grać w meczu „Sokoła”. Strzeliłem w tym meczu dwa gole, a później mi powiedziano, że żona Agnieszka szczęśliwie urodziła syna Daniela… Rodzinne pokoleniowe koło piłkarskiej przygody w jakimś stopniu się potoczyło dalej, bo syn kopie w soccera i kto wie co będzie dalej.
= Kiedy ponownie zjawisz się w Krasnymstawie?
= Przejeżdżam zawsze na zjazd absolwentów AWF i nie ma siły, żeby mnie nie było w Krasnymstawie. Nie wykluczam też meczu Start Krasnystaw – Wisła Garfield.
= Podczas naszej ostatniej rozmowy pytałem, czy Start stać jest na grę w IV lidze. Padła odpowiedź, że nie wolno wywierać presji… Powiedziałeś - oni są tacy młodzi, że przyjemnie jest nawet czekać aż naturalną koleją rzeczy sami do tego dorosną. Sukces ma wówczas mocniejsze podłoże, lepiej smakuje i przyciąga kibiców!
= Podtrzymuję. Start to młody zespół, specyficzny, bo Marek Kwiecień wytrzebił z tych chłopców kompleksy, oni widzieli Europę, zobaczyli, że nie są gorsi od kolegów z Włoch, Holandii, Danii, Hiszpanii… Więcej – oni jechali na turnieje młodzieżowe i wygrywali połowę z nich. W kraju zdobywali więcej niż połowę laurów. Chcą grać w wielkich klubach, najzdolniejsi będą odchodzić. Pozostaje kwestia umożliwienia gry i wykonywania zawodu w Krasnymstawie pozostałym, nie ma tak dobrze, żeby wszyscy „uciekli” z miasta i grali w Bełchatowie, Białymstoku, czy Groclinie lub Lechu Poznań. Niemal piętnaście lat tytanicznej pracy trenera Kwietnia i jego kolegów, rodziców, pomocy miasta, władz, radnych, przyniosło efekty, które zdumiewają środowisko piłkarskie w Polsce. A mnie duma rozpiera, że chłopcy z Krasnegostawu szturmują kluby I ligi, grają o mistrzostwo Polski juniorów, o medale Coca-Cola Cup itp. Gdzieś w tej maszynerii jest też pewnie i ociupina zasługi mojego ojca, brata i moja…
= Dziękuję za rozmowę.
***
Rozmowa przeprowadzona dla potrzeb książki „Pierwszy gol”.
Ciekawostka – w 2019 roki Piotr Gołąbek był bliskim współpracownikiem słynnego boksera Tomasza Adamka, który przebijał się do światowej czołówki w wadze ciężkiej
Pierwszy gol
Wywiady
xxx
„Start wychodzi na prostą”
Rozmowa z prezesem Startu 1944 Krasnystaw Januszem Zaworskim
xxx
*
Jak pan ocenia aktualną sytuację w Starcie. Przejmowaliście go w sytuacji krytycznej. Nikt nie chciał być prezesem?
* Organizacyjnie jesteśmy na etapie realizacji zaległości finansowych wobec osób, które pracowały w Starcie w ubiegłych latach. Wynegocjowaliśmy prolongatę spłat pieniędzy, w związku z czym jest pewien oddech. Warto od razu dodać, że było to możliwe, dzięki piłkarzom, którzy przyjęli warunki zarządu. Nie pobierają żadnych diet ani nagród za wygrane mecze. Duże oszczędności uzyskaliśmy dzięki temu, że nie płacimy z transport, gdyż na mecze wożą nas prywatne samochody członków zarządu, a niekiedy także kibiców. Zobowiązania te realizujemy wobec trenerów i księgowej itp. Jednocześnie staramy się pozyskać choćby kilku sponsorów, tak aby budżet zamknąć potrzebną kwotą pieniędzy. Chcemy też kupić nowy sprzęt: koszulki, spodenki, getry, dresy, buty itd. Generalnie okres kilku miesięcy pracy nowego zarządu oceniam pozytywnie, bo działalność zmierza w kierunku przesilenia sukcesów nad kłopotami.
* A jak wygląda ocena sportowa?
* Rozegraliśmy ponad 20 spotkań, przegrywając 3 z nich; z Górnikiem Łęczna, Czarnymi Dęblin i Włodawianką. Biorąc pod uwagę fakt gruntownej przebudowy drużyny, to wynik więcej niż dobry. Nikt się nie spodziewał wicemistrzostwa V ligi i trzech zwycięstw w pucharach. Liczyliśmy najwyżej na miejsce w pierwszej połowie tabeli. Mając najmłodszy zespół w V lidze graliśmy odważnie i ofensywnie, co przyniosło taki wynik. Jestem pełen uznania dla zaangażowania trenerów i działaczy. Ale powtarzam, że nie wymagamy wielki awansów czy gry na poziomie marzeń kibiców. To musi przyjść samo, wraz z całą piłkarską infrastrukturą.
* Co ma pan na myśli mówiąc o infrastrukturze?
* Choćby wzrost zainteresowania sportem piłkarskim władz miasta, kibiców i sponsorów. Mamy wielkie zakłady pracy, lecz jest z tym ciężko, bo zaufanie szwankuje. Jeśli powiem, że w Czermnie (wsi z 800 mieszkańcami), gdzie gra walczący o awans do II ligi zespół Hecko, jest jeden duży zakład, to od razu pojawią się głosy, że marzymy o III lidze. Nie, myślimy nad tym, dlaczego tam jeden zakład utrzymuje i pomaga piłkarzom, a u nas nie angażuje się w to nikt.
*
Zmiana wizerunku działalności i sposobu myślenia o Starcie okazała się strzałem w środek tarczy – kibice zaczęli jeździć na mecze. Więcej – zachowują się wzorowo, tak aby być przy-kładem dla innych, co zauważył nawet wójt Białopola Henryk Maruszewski. Skąd taka nagła zmiana?
* Cieszy nas organizowanie się kibiców, ich wyjazdy na mecze... Okazało się, że faktycznie, gdyby na przykład w Wierzbicy było tylu kibiców co w Białopolu, to przy-wieźlibyśmy stamtąd zwycięstwo. Więcej, w Białopolu doping był lepszy niż bywa w Krasnymstawie, a mecz wygraliśmy 3:2, choć przegrywaliśmy dwa razy. A piłkarze mówią:...„śpiewy i chóralne okrzyki dodają nam skrzydeł”. Ta zmiana przyszła wraz ze zmianą klimatu wokół Startu. Mamy już nawet własne programy na mecze.
* Krótko mówiąc – na 60-lecie nie ma IV ligi, ale jest klimat do zbudowania zespołu...
* Nasz cel to posiadanie drużyny na grę w IV lidze, ale nie okazjonalnej i okolicznościowej. My chcemy grać tam przez wiele lat. A do tego jest potrzebny nie tylko dobry klimat i pieniądze, ale też stały napływ utalentowanej młodzieży i ... piłkarska otoczka. Nie robiliśmy fety z okazji 60-lecia, lecz przed każdym meczem honorujemy zasłużonych piłkarzy, którzy dostają dyplomy i puchary. Zamiast bankietów i jubileuszy musieliśmy spłacać długi. Na szczęście, piłkarze zrozumieli nasze kłopoty i pomagają jak mogą.
* Dziękuję za rozmowę.
***
(Rozmowa przeprowadzona w 2004 roku dla Lubelskiego Sport Expressu)
Pierszy gol
Wywiady
xxx
2006 - Druga młodość
Rozmowa z Marcinem Ciechanem
jednym z najlepszych piłkarzy w historii Startu Krasnystaw.
***\
* Który to już awans do wyższej ligi z udziałem Marcina Ciechana?
* Jako zawodnik trzeci raz (2000, 2003, 2006), ale mam też zaliczony awans jako trener. W 2003 prowadziłem Start jednocześnie grając. Wygraliśmy ligę, aczkolwiek zdarzyły nam się porażki.
* Ten sukces był też twoją porażka, bo zarząd stwierdził, że nie dasz sobie rady w IV lidze i odsunął się od zespołu, sprowadzając tajemniczą „ekipę” z Bełżyc i Lublina. Miałeś pretensje do zarządu?
* Przede wszystkim o formę rozstania, bo stało się to bez męskiej rozmowy. Oczywiście zarząd miał prawo do takiej decyzji, ale mam wątpliwości, czy był to zarząd w pełnym tego słowa znaczeniu, bo skądinąd wiem, ze zadecydowali o tym dwaj wiceprezesi: Zdzisław Lubaś i Szczepan Olchowski. To było jakieś ciało zarządzające... Ale tak naprawdę to nie wiadomo, kto rządził. Piłkarze nie mieli szans na grę w normalnych warunkach, no bo jak można grać gdy nie ma prezesa!?. Dla mnie był to sabotaż! Zawiesiłem buty na kołku. Ten IV-ligowy sen zakończył się katastrofą, a wspomniane ciało pozostawiło po sobie spalony grunt. Przez pół roku nikt nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności za Start, czytaj nikt nie chciał współpracować z pewnymi ludźmi.
* Jesteś najstarszym piłkarzem Startu i kapitanem drużyny. Które lata w karierze wspominasz najlepiej?
* Grałem w III lidze w barwach AZS Biała Podlaska, strzelałem gole w Pucharze Polski na szczeblu centralnym... Jednak najprzyjemniejsze wyzwanie jest teraz – zagrać w towarzystwie młodych, zdolnych chłopaków w środku tabeli IV ligi.
* Które ze spotkań w karierze wspominasz najmilej?
* Kiedy grałem w AZSie Biała Podlaska w meczu z Tłokami Gorzyce udało mi strzelić gola w doliczonym czasie gry. Było 3:3 i dzięki tej bramce wygraliśmy 4:3. Ale też sezon 2006/2007był dla mnie – mimo kontuzji udany. Strzeliłem dwa karne, a kiedy mnie nie było to „młodzieżowcy” ze Startu sami skarżyli się, że nie ma na ich kto porządnie krzyknąć i czasem się gubią.
* Czy gol zdobyty w meczu towarzyskim z Ładą na 1:0 (29 lipca) był najładniejszym w karierze? (piłka uderzona z 30 metrów lotem stale wznoszącym zatrzepotała w okienku gości – przyp. red.).
* Na pewno jedna z ładniejszych, ale nie uroda bramek się liczy, ani nawet, kto je strzela. Liczy się zwycięstwo drużyny.
***

(Rozmowa przeprowadzona w 2006 roku dla Lubelskiego Sport Expressu i gazetki klubowej)
Pierwszy gol
Wywiady
xxx
„Moim zadaniem jest nauczyć chłopaków dobrze grać w piłkę i odpowiedzialności w podejmowaniu decyzji…”.
Rozmowa z Markiem Kwietniem
– trenerem UIKS Jedynka Krasnystaw i seniorów Startu Krasnystaw
xxx
= Panie trenerze, czy Start ma szansę w takim składzie utrzymać poziom gry i pozycję w tabeli na wiosnę?
= Ambicją każdej drużyny jest walka o miejsce lepsze nić się zajmuje. Patrząc realnie wydawałoby się, ze będzie trudno, wszak odeszło kilku zawodników w tym podstawowi; jak Kuba Fik, Sławek Świadysz, Maks Kaczorowski. Poza nimi nie ma Marka Suskiego, Janka Konopackiego, Rafała Struszczaka. To niemal połowa zespołu. Lecz z drugiej strony przyszli; Tomasz Iwan, którego zechcemy zatrzymać u siebie na dłużej, Paweł Klimkiewicz, obaj medaliści mistrzostw Polski juniorów w Górniku Łęczna, Jarek Dębski, który może okazać się gwiazdą rozgrywek. Będziemy próbować w zespole kolejnych młodych piłkarzy z UKS Jedynka, rozglądać się za wzmocnieniami... Myślę, że do gry w IV lidze dojrzał już Piotrek Szpak w bramce. Nie ma niezbędnego doświadczenia, bo przecież nawet w V lidze zagrał tylko jeden mecz (z Hutnikiem w Dubecznie 1:0). Jednak ma znakomite warunki, i jest coraz odporniejszy psychicznie.
= Bramka to zagadkowa dla Startu formacja. Jest Wróbel, Szpak, trenował mający doświadczenie w IV lidze Karol Kurzępa...
= Po odejściu Fika wydawało się, ze trzeba sprowadzić doświadczonego bramkarza, tymczasem okazało się, że Mariusz Wróbel jest coraz lepszy, a Piotrek Szpak z treningu na trening jest pewniejszy... Kwestią zasadniczą jest dla nas uruchomienie we nim potencjały talentu.. Sprawa obsady bramki jest nadal otwarta i nadal decydujące zdanie ma Tomek Pomian, choć jesienią optował za Szpakiem w bramce, to postawiłem z na Wróbla. Teraz powiem tak – kto będzie najlepszy przed wiosenną rundą ten będzie grał.
= Defensywa... Borowiec, Ciechan, Łukasz Rachwał, i Konrad Sawa, czy Jarek Dębski?
= Marcin Borowiec jest kontuzjowany i nie zagra do maja. Jest Mariusz Bąk, Może grać tutaj Tomek Iwan, Dawid Bielak. Odejście Świadysza skomplikowało sytuację, bo to – podobnie jak Marcin Ciechan – ostoja obrony, doświadczenie i kierownictwo. Młodzi dojrzewają przy nich. Gdyby nie zagrożenie kontuzjami czy kartkami, to sprawa byłaby jasna. Tymczasem, formacja w dłuższej perspektywie potrzebuje wzmocnień. Ale też może się okazać, że na przykład Jarek Dębski będzie grał obronie lub w pomocy.
=
No właśnie. Tymczasem pomoc to jedna z newralgicznych formacji. Start ma świetnych pomocników, ale tylko na tę rundę, bo latem może się wszystko zmienić...
= Sebastian Rachwał, Sebastian Gołąb, Daniel Krakiewicz, Kamil Sawa. Rzeczywiście to grupa, która może wszystko, w tym rozbroić najlepszego rywala. Czasem wystarczy jedno niespodziewane podanie, zmyłkowy cross w przeciwny obszar boiska. Oni to potrafią. Ale moim zdaniem też za dużo walczą, a to niekiedy odbija się w destrukcji. W grze obronnej – dlatego tracimy sporo bramek. Rola Daniela Krakiewicza i Seby Gołębia jest fundamentalna, jednak powtarzam – nie ma ludzi niezastąpionych. Kilka udanych spotkań i możemy mieć drugie objawienie rozgrywek – jak Sebastian Rachwał. Zagra u nas także Paweł Klimkiewicz, kolega Krakiewicza i Iwana z zespołu medalistów Górnika Łęczna MP juniorów. To wyjątkowo uzdolniony pomocnik, uznany podczas finałowego turnieju najlepszym w swojej formacji. Wówczas Daniel Krakiewicz lub Kamil Sawa mogą grać w ataku.
= Jak dobrze pójdzie, to za rok w Starcie zagra pół Górnika Łęczna z medalistów MP juniorów. Był Maksio, jest Iwan, Krakiewicz, Klimkiewicz...
- Oni muszą gdzieś grać, bo siedząc na ławce spalają się emocjonalnie.
= Rachwałami podobno interesuje się Jagiellonia?
= Nie wiem, to spekulacje internautów. Sprawy takie może wywołać każdy internauta, a później się mówi i mówi.. Ja się trzymam faktów. Moim zadaniem jest nauczyć chłopaków dobrze grać w piłkę i odpowiedzialności w podejmowaniu decyzji. Muszą mieć dobrze poukładanie sprawy „myślowe”, twardo stąpać po ziemi. Mieć w zanadrzu inny zawód na wypadek, gdyby w futbolu nie wszystko ułożyło się jak trzeba. Jagiellonia – proszę bardzo, siadamy i rozmawiamy, może się dogadamy i dostaniemy „coś w zamian” - pieniądze, doświadczony dobry gracz.
=
Atak...
= (słyszę westchnienie) ...Marnujemy dużo szans, ale marnują je wszyscy. Ja mówię o perspektywie kilku lat. Potrzebne są wzmocnienia, ale gdy do dobrze poukładanej drużyny, gdzie gra 10 inteligentnych, wyrafinowanych ligowców, dojdzie jeden junior, to może tylko wzmocnić siłę uderzenia. To sprawa młodości, witalności, wigoru, pasji strzelania bramek, wygrywania. W Krasnymstawie są tacy adepci piłki: Emil Witkowski jest już w kadrze seniorów, Jarek Koza czeka na swoją szansę. Przykład Tomasovii pokazuje jednak że nie zawsze dobry junior przechodzi „swoją” młodość w macierzystym klubie, tu gdzie się urodził. To jest piłkarskie życie, ja jestem tego świadom, aczkolwiek uważam, ze powinien przez rok-dwa pograć u siebie, okrzepnąć, wejść w dorosłe piłkarskie życie ze swoim zaufanym trenerem i wśród swoich kibiców – nikt go nie oszuka, nie okradnie, nie zbałamuci. Bo takim młodym chłopakiem łatwo manipulować, wystarczą słowa i obiecanki, a zadziała wyobraźnia!
=
W ataku może grać zarówno Kamil Sawa jak i Daniel Krakiewicz. Jest Wagner, ale brakuje super-snajpera?
= Takie braki mają wszystkie kluby. Zarczuk, Kępka, czy Szczawiński, nie pojawiają się często. Moim zdaniem Robert Wagner poprawi skuteczność i rozstrzela się! Niekiedy wystarczy jeden go, jedna szansa, aby ...później poszło łatwiej.
=
Które miejsce zajmie Start na koniec sezonu?
= Zachowanie stanu posiadania w tabeli będzie sukcesem. Wprawdzie inni beniaminkowie, jak Stal Poniatowa i Łada są od nas lepsi, ale te kluby dysponują większymi środkami na piłkarstwo, bardziej doświadczonym składem. U nas optymalny okres rozwoju zawodników przyjdzie dopiero za dwa-trzy-cztery lata.
= Dziękuję za rozmowę.
xxx
Rozmowa przeprowadzona w 2007 roku w przerwie sezonu 2006/2007
Pierwszy gol
Wywiady
„Jak Krasnystaw zdobył pieniądze na stadion?
Przemysław Delmanowicz trener Lewartu Lubartów i Andrzej Jakubiec
Rozmowa z burmistrzem Andrzejem Jakubcem
xxx
* Zdobycie pieniędzy na nowy stadion w Krasnymstawie, to efekt wielu lat pracy, zabiegów... Już 10 lat temu rozmawialiśmy ma temat inwestowania w talent młodzieży... I równoległego rozwijania infrastruktury sportowej... Ale ja – pewnie w przeciwieństwie do Pana nie wierzyłem w te pieniądze... Bo przecież setki miast i gmin o nie zabiegały i zabiegają...Czy były momenty, ze pan też tracił wiarę?
* To złożona historia. Aż trzykrotnie przegrywaliśmy wyścig po pieniądze na rewitalizację starego miasta, powiem, że z różnych, czasem dziwnych przyczyn, przesuwano nas do rezerwy. Projekt przebudowy stadionu złożyliśmy w 2006 roku (po raz pierwszy) i jak się okazuje jedyny... To są środki z funduszu Zintegrowanego Programu Rozwoju Regionalnego (ZPORR). O wszystkim decydowało Ministerstwo Rozwoju Regionalnego. Rok w rok tworzyła się rezerwa, powiedzmy konkretnie, była sumowana z oszczędności poprzetargowych inwestycji w całym kraju. W skali globalnej uzbierała się pokaźna suma i podzielono je na poszczególne województwa. Nagle okazało się, że będzie do podziału kwota ok. 40 milionów. I proszę sobie wyobrazić, że dostaliśmy połowę tej sumy, a w dowód daję tę tabelkę; remont i modernizacja muzeum we Wrocławiu – 5.5 Mn; renowacja zespołu architektonicznego w Aleksandrowie Łódzkim – 3,7 Mn; budowa ciągu pieszo-rowerowego pomiędzy Spałą i Tomaszowem Mazowieckim – 2,1 Mn; stacja edukacyjna Wigry – muzeum regionalne w Starym Folwarku (podlaskie) – 4 Mn; rewitalizacja przestrzeni rynku miejskiego w historycznej zabudowie Krasnegostawu – 7,7 Mn; rozbudowa stadionu miejskiego i budowa Centrum Sportowo-rekreacyjnego w Krasnymstawie – 9,5 Mn. Do naszych sum powinniśmy doliczyć wkład własny, wówczas na rewitalizację pójdzie 10,2 Mn, a na stadion 12,5 Mn. I od razu dodam, że ten wkład własny też będziemy chcieli pozyskać z zewnątrz, z totalizatora i PFRONU. Nasze projekty otrzymały wysokie noty w ocenie merytorycznej, przez długu czas zbieraliśmy nagrody za inwestycje miejskie – konsekwencja i cierpliwość się opłaciły.
* Czy mógłby pan zdradzić więcej szczegółów planu architektonicznego obiektu?
* Wchodząc dzisiejszym wejściem na stadion, po prawej strony zagospodarujemy przestrzeń aż do parkingu starostwa. Tam powstanie hala dla sportowców, świetlice, szatnie, natryski itp. W centralnej części, przylegać będzie do hali, trybuna kryta na ok. 400 miejsc. Wyburzone będą dzisiejsze budynki szatni i pawilonu od strony LO. Boisko będzie powiększone, otrzyma drenaż i odwodnienie. Wokół płyty będzie bieżnia 6 torowa, a dla sprinterów od strony ul Piłsudskiego 8-torowa. Trybuna od trony ulicy Piłsudskiego ma pomieścić ok. 1600 widzów. Obiekt powiększy się powierzchniowo, bo sięgnie aż do strzelnicy, które to tereny już wykupiliśmy.
* Kiedy ruszy budowa, kiedy się zakończy?
* Obecnie trwają już procedury przetargowe – nad wszystkim czuwa inżynier kontraktowy, który będzie koordynował przebieg prac. Chcemy, żeby roboty ruszyły w sierpniu 2007 roku, a obiekt został oddany do użytku we wrześniu 2008 roku.
* Wraz z rozbudową obiektów rozrasta się proporcjonalnie masowość chęci uprawiania sportu – dzieci lgną do trenerów i na boiska. Basen jest przepełniony. Nie obawia się Pan przerostu tej masowości nad realizmem powiatowego miasteczka?
* Wie pan, ja nie chodziłem na każdy mecz w przeszłości, teraz kiedy mam czas muszę być. To już magia. Ale nawet nie same wyniki i wspaniałe gole, jak choćby ten, który strzelił Daniel Krakiewicz w meczu ze Stalą Kraśnik mnie cieszą najbardziej (choć jestem dumny). Najbardziej mi imponują kibice... To nie to co kiedyś. Zarząd zbudował coś unikalnego – system komunikacji z kibicami, którzy zrozumieli, co to jest duch szlachetnej rywalizacji, walki, wygrywania z trudnym przeciwnikiem. To wszystko nie zrodziło się z przypadku.
* EURO 2012 niesie za sobą kolejną szanse na rozwój miasta. Przecież w drodze do Lwowa i innych miast ukraińskich, tysiące kibiców, którzy nie dostaną się tam samolotami będzie jechać „wycieczkowo” przez Lubelszczyznę i Krasnystaw. Jak ich „zatrzymać”, choć na chwilę w naszym mieście – myślicie nad tym?
* Niby to pięcioletnia przyszłość, ale na pewno nasz biznes, handel, turystyka, nie powinny tego przegapić. Wydaje mi się, że najwięcej pola do popisu będą tutaj miały służby marketingowe lokalnych interesów. Także miejskie.
* Zejdźmy nieco na najbliższy grunt czasowy – w niedzielę derby lokalne z Chełmianką. Czy wygramy z nimi wreszcie?
* Wygramy. W tak szczęśliwym tygodniu dla polskiego i krasnostawskiego sportu musimy wygrać. Dzisiaj każdy dobry mecz – to otwarcie drzwi na nowych sponsorów dla Startu. Życzę im sukcesu z całego serca i jeśli mi nie wypadnie jakiś nagły, okolicznościowy obowiązek – na pewno będę na meczu.
* Dziękuję .
(Rozmowa przeprowadzona w 2007 roku dla potrzeb Lubelskiego Sport Expressu i portalu lubelskapilka.net)
Pierwszy gol
Wywiady
xxx
'Byłem blisko Lazio, grałem przeciwko Pandevovi, strzeliłem gola Balottcie".
***
* Kiedy po raz pierwszy dowiedziałeś się, że interesuje się tobą Lazio?
* W sierpniu pojechaliśmy na turniej im. Karola Wojtyły do Włoch. Grały drużyny z kilku kontynentów. My występowaliśmy w grupie z Lazio Rzym, AS Roma i zespołem z Senegalu. Zajęliśmy drugie miejsce i nie weszliśmy do finału. W turnieju brały też udział zespoły między innymi Juventusu i AC Milan. Przegraliśmy w grupie z Lazio. Ale po turnieju zaproponowano mi, żebym został tydzień w Rzymie, żebym potrenował w Lazio.
Nie było to możliwe. Po dwóch miesiącach przyszło pismo z Lazio, z zaproszeniem na testy.
* …i pewnie zgodę na wyjazd musieli wydać prezesi klubu?
* Tak. Prezes Jerzy Ożóg przed wyjazdem powiedział otwarcie, że wyraża zgodę, ale żebym był świadom tego, że to są testy, a ja mam kontakt z jego klubem na trzy lata. – Jedź i pokaż ile potrafisz! To jego słowa. Później zobaczymy!
* Czy przed wyjazdem czytałeś coś o Lazio, o historii?
* No pewnie, ale na poznanie historii takiego klubu potrzeba wiele czasu. Musiałem się czegoś dowiedzieć o zespole, podstawowych wiadomości. Silvio Piola był mistrzem świata, grał tam Paul Gascoigne, wielki Giorgio Chinaglia (pseudonim „krzywa szyjka” – przyp.red.).
* Był z tobą Dariusz Marciniak, uczestnik Mistrzostw Świata w Kanadzie (U-20).
* Zawsze raźniej we dwóch. To kolega z drużyny. Znamy się od dawna, a z tych mistrzostw, to przywiózł wiele wrażeń. Najbardziej niezwykłe były spotkania z polonusami i gra na sztucznej trawie, na gigantycznych stadionach.
* Kto przedstawił Lazio Rzym?
* Gianluca di Carlom, to jest menager, który współpracuje z Lazio, poszukuje talentów, załatwia testy, dba o nich podczas pobytu w Rzymie.
* A tak w ogóle – to nie boisz się latać?
* Strach jest przed każdym lotem. Dennis Bergkamp w ogóle nie latał samolotem, Gerd Meller zanim wsiadał na pokład, upijał się! Wpadł w alkoholizm i koledzy z drużyny Rummenigge i Beckenbauer wyciągnęli go z tego. I to wówczas, kiedy inni odwrócili się plecami.
* Pierwsze wrażenia z Rzymu. Jak ci się podobał stadion?
* Stadion Olimpijski. Gigant – może pomieścić 80 tysięcy widzów. Niesamowite wrażenie, pochodzić po nim, to trzeba zaliczyć kilka kilometrów.
* Ile dni tam byliście?
* Trenowaliśmy z drugim zespołem przez cztery dni, a więc cały piłkarski tydzień – później obejrzeliśmy mecz Lazio – Napoli (2:1).
* Gdzie mieszkaliście?
* Lazio ma piętnaście kilometrów za Rzymem swój ośrodek sportowy. Jest tam wszystko; luksusowy hotel z apartamentami, stołówka, basen, korty… Mieszkaliśmy w hotelu.
* No i był sparing. I strzeliłeś gola legendarnemu bramkarzowi…
* Był mecz Lazio I, czyli zespół, który gra w Serie A (najbliższy mecz z AC Palermo), kontra wszyscy, którzy są poza jedenastką. Byłem w składzie adeptów – przegraliśmy 1:4. Z prawej zacentrował któryś z kolegów, otrzymałem piłkę kilkanaście metrów od bramki i …strzelił zaraz po przyjęciu. Bellotta się wyciągnął, ale nie zdołał obronić.
* Bo może jest za stary?
* Życzyłbym każdemu osiemnastolatkowi takie kondycji. Twarz może i zdradza wiek, ale ciał nastolatka. To co on robi w polu karnym jest niesamowite. Refleks, chwyt, przewidywanie tego ja zagra rywal… To co, ze ma 43 lata, Dino Zoff miał niemal tyle samo i był mistrzem świata.
* Kto jest teraz gwiazdą numer jeden w Lazio?
* Tomasso Rocchi i Goran Pandev. Idolem kibiców jest Rości.
* Z tego co mówisz, to testy te były raczej przymiarką, ale ważną… A gdyby nadarzyła się szansa – pojedziesz do Rzymu.? Lazio miałoby znacznie więcej kibiców, szczególnie z Polski, pielgrzymki chodziłyby na plac św. Piotra i na stadion?
* Niestety, to nie ode mnie zależy.
* Wróćmy na chwilę do początków kariery – jak spoglądasz wstecz, to twoim zdaniem, który moment był przełomowy… Komu najwięcej zawdzięczasz?
* Przełomowa byłą chwila, kiedy rozstrzygały się sprawy mojego przejścia do GKS Bełchatów. To już był świat zawodowej piłki. Wszystko unormowane w kontrakcie, odpowiedzialność. Ściśle określony program tygodnia pracy i nauki. Wiele w tym przełomowym momencie zawdzięczam trenerowi Markowi Kwietniowi i rodzicom. Ważne było i to, ze nie było w moim przypadku wahań, czy podołam, czy nie. Piłka czy nauka… Chciałem grać!
* No właśnie. Brat Łukasz poszedł inną drogą – wybrał studia na UMCS.
* Ale gra na hali, strzela gole i mówi, że i tak jest lepszy ode mnie (Hebe)… Ja też się uczę, w Świdnik uchodziłem do znakomitego LO, teraz kontynuuję naukę w Bełchatowie.
* Czy trudno łączyć naukę i grą w zawodowym klubie?
* Tak. Ale jakoś idzie i nie wyobrażam sobie, żebym mógł coś zaniedbać. Zresztą także działacze Bełchatowa o to dbają. Na pokusy Nie ma czasu. My mamy praktycznie każdy dzień zajęty do 18.00. Młodzi gracze mają naukę, pozostali już swoje życie rodzinne. Jest familijna atmosfera.
* Masz dopiero osiemnaście lat, a już grę w klubach zaliczyłeś: Jedynka, Start, Avia. Teraz jest Bełchatów… Progresja imponująca.
* Niczego wielkiego one osiągnąłem, ja dopiero mam szansę osiągnąć coś piłce.
* Czy przypominasz sobie jakiegoś zawodnika, którego uwielbiałeś w dzieciństwie? To tak jest, że usiłuje się go naśladować, uczyć od niego?
* Babi Alonso z Liverpoolu. Z Gerardem duet nie do zdarcia!
* Może wybiegam za daleko ale czy zdajesz sobie sprawę, że ewentualne przejście do takiego klubu otwiera przed tobą szansę na grę w reprezentacji, może jeszcze nie na MŚ w RPA, ale na EURO 2012, i dalej…
* Daleka, a może i bliska przyszłość. W każdy Matrze jest podbudowany pobytem w Rzymie i szansą jaka się otwiera. I mam nadzieję, ze podobnie jak dotychczas, będzie mi sprzyjało szczęście i będę trafiał na właściwych ludzi.
* A wróćmy do korzeni – jaki mecz z okresu gry w UKS Jedynka zapamiętałeś szczególnie. Najbardziej dramatyczny.
* Powiem inaczej. Szczególne wrażenie zrobił na mnie pobyt w Austrii na Alpen Cup 2005. Pojechaliśmy tam dwoma autokarami, większość była po raz pierwszy poza granicami kraju, wygraliśmy dwie kategorie, panował kapitalna atmosfera – góry, świetne warunki do gry i treningu. Nauczyliśmy się być piłkarską rodzina. Teraz wiem, jakie to ważne, już w Bełchatowie.
* Mieszkasz w Bełchatowie, w samodzielnym mieszkaniu, ale masz dopiero osiemnaście lat. Nie tęsknisz za najbliższymi?
* Nie, każdy by tęsknił, ale jestem świadom tego co chcę osiągnąć. Jeśli coś się zmienia w moim życiu, są jakieś niespodziewane zdarzenia, porażki, sukcesy, propozycje, chwytam zaraz za telefon i dzwonię do mamy. Ona jest pośrednikiem, po kilkunastu minutach wie cała rodzina.
* W jakich państwach byłeś dzięki piłce?
* Austria, Holandia, Niemcy, Białoruś, Ukraina, Włochy. Ale nie ma to jak Krasnystaw.
* Czego sobie życzysz na 2009 rok?
* Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia. Przez kontuzje nie zagrałem w kilku ważnych meczach Młodej Ekstraklasy. Później miałem inny cel – debiut w Ekstraklasie. Jest już za mną.
* A kibicom, kolegom, twoim sympatykom?...
* Najpierw też zdrowia, a później jak najwięcej zwycięstw. Przede wszystkim Jedynce i Startowi. W Starcie jest plejada zdolnych chłopaków, którzy są już w kolejce do dobrych klubów, a w rocznik 1994 to kolejna grupa kandydatów do tej kolejki.
***
(Rozmowa przeprowadzona w 2009 roku dla portali futbol.pl, lubelskapilka.net i tygodnika Super Tydzień
Chełmski)